Czytelnia
Skąd się wzięli prokomunistyczni ludowcy?

Początki ruchu ludowego to przecież działalność ks. Stanisława Stojałowskiego w Galicji. Pisma „Wieniec” i „Pszczółka”, hasła walki o miejsce chłopów w życiu społecznym, politycznym oraz o niepodległość Polski. Rok 1895 – powstanie pierwszej w dziejach kraju partii chłopskiej. Potem różne drogi: PSL-Piast i PSL-Lewica, w Drugiej RP w ramach Centrolewu. Zawsze jednak na gruncie polskiej niepodległości i wolności obywatelskich.  Z dala od komunistów i ich drogi zdrady narodowej (podczas wojny polsko-bolszewickiej w 1920 r. opowiedzieli się po stronie najeźdźcy, co powtórzą z konsekwencją godną lepszej sprawy w 1939 i 1944 r.). Stąd hasło Lenina o sojuszu robotniczo-chłopskim wymyślone już w 1920 r. w Polsce nie padło na podatny grunt.

Owszem były grupki narodowych odszczepieńców, którzy we współpracy z sowiecką agenturą z Komunistycznej Partii Polski widzieli drogę do politycznych i osobistych sukcesów opartej na żerowaniu na autentycznej chłopskiej biedzie panoszącej się w kraju w realiach Wielkiego Kryzysu i na wrogości do polskiej państwowości wśród chłopów rusińskiego pochodzenia. Zawodowi rewolucjoniści opłacani przez sowiecki lud pracujący miast i wsi przemierzali zatem biedną polską prowincję próbując zaszczepiać komunizm. Niekiedy znajdowali zwolenników, zawsze była to jednak znikoma i nic nie znacząca, w dodatku inwigilowana przez służby Rzeczpospolitej, grupka.

W listopadzie roku 1924 powstała Niezależna Partia Chłopska, powołana nie poprzez oddolne działania, ale przez odgórny, pilotowany przez komunistów, rozłam wewnątrz klubu poselskiego PSL-Wyzwolenie. Tacy rozłamowcy, jak Adolf Bon, Feliks Hołowacz, Antoni Szapiel, Sylwester Wojewódzki, Stanisław Ballin i Włodzimierz Szakun przewijać się będą odtąd w różnych odsłonach prokomunistycznego ruchu chłopskiego. Całą mocą zaangażują się weń Wojewódzki, Ballin i Hołowacz. Do tego stopnia, że w pewnym momencie wybiorą wolność za wschodnią granicą. Dwóch pierwszych zostanie złożonych w ofierze krwiożerczemu bogu rewolucji pożerającemu własne potomstwo. Hołowacz wyłga się kilkuletnim pobytem w stalinowskich kazamatach, a życie uratuje mu wyjście z Sowietów wraz z Armią Andersa. Wróci do Polski w 1946 r., by radować się zwycięstwem ideologii własnej młodości. Szakuna dopadnie zazdrosny bożek konkurencyjnej ideologii neogermańskiej – zginie w obozie koncentracyjnym w Stutthofie. Jedynie Szapiela uratują działania rządu Drugiej RP, który wielokrotnymi aresztowaniami zniechęci go do antypolskich knowań w ramach prosowieckiej działalności. Zanim to jednak nastąpi, potrzebna będzie delegalizacja NPCh przez władze.

Osierocone, zbolszewizowane towarzystwo rozbiegnie się po lewej stronie sceny politycznej. Jedni założą Radykalną Partię Włościańską Ziem Białoruskich, inni znajdą miejsce w Stronnictwie Chłopskim, jeszcze inni wesprą Chłopską Partię Lewicową. Partia komunistyczna na swoim siódmym zjeździe w lecie 1927 r. zdecydowała, że idea komunistycznej propagandy kierowanej na polską wieś za pośrednictwem atrap samodzielnych partii chłopskich sprawdza się, i należy te wysiłki kontynuować. Pojawiły się projekty tworzenia kolejnych „partii ludowych”, które wykorzystałyby dawną strukturę, działaczy i formy organizacyjne NPCh. Wskazywano również sposób, w jaki należało postępować przy powoływaniu tych podmiotów, czyli kontynuowanie rozbijackiej roboty w istniejących, legalnych partiach chłopskich.

Szczególnie narażone na te działania stało się Stronnictwo Chłopskie. Ze specjalnym zadaniem skierowany tam został Zygmunt Szymański, członek ścisłego kierownictwa partii komunistycznej, oraz Stanisław Wójtowicz, który wziął na siebie zadanie wewnętrznego skłócenia członków Stronnictwa Chłopskiego i wyłonienie zeń nowej, stricte prokomunistycznej struktury. Posłużyła mu do tego spółdzielnia Związek

Samopomocy Chłopskiej oraz jej prasowy organ – pismo „Samopomoc Chłopska". W 1928 r. powstała komunistyczna atrapa partii chłopskiej, na której czele stanął Wójtowicz: Zjednoczenie Lewicy Chłopskiej „Samopomoc”. Już w 1931 r. została zdelegalizowana przez sanację jako wywrotowa, ale istotna jest z jednego powodu – po II wojnie światowej stanie się dla komunistów wzorcem zagospodarowania chłopów w służbie czerwonemu totalitaryzmowi. Ideę tę jeszcze przed wojną dokładnie zarysował Wójtowicz. Lider Samopomocy Chłopskiej twierdził, że jego partia istnieje tylko po to, by prowadzić „obróbkę materiału chłopskiego" dla potrzeb komunizmu, po której „miał on być poddany pod bezpośrednie wpływy i działalność KPP". Ilustrował to wyśmienitą trawestacją sowieckiego symbolu sojuszu robotniczo-chłopskiego – sierpa i młota, który na gruncie polskim przekształca się w topór i hebel. Hebel to partia komunistyczna, która nadaje materiałowi ludzkiemu pożądany kształt nowego człowieka, na swój obraz i podobieństwo zamieniając go w produkt ostateczny – homo sovieticus. Ale surowy materiał, w którym płyną jeszcze soki tradycji przekazanej przez pokolenia przodków, żywe zwłaszcza w warstwie konserwatywnych, katolickich polskich chłopów, nie nadaje się do obróbki. Te drzewa należy najpierw ściąć – potrzebny jest więc topór, czyli partia quasi-ludowa.

Najpierw trzeba było jednak spacyfikować Polskie Stronnictwo Ludowe Stanisława Mikołajczyka, które wśród mas chłopskich posiadało niewątpliwy rząd dusz. W powiecie radzyńskim od powstania w 1945 r. do roku 1947 powołano 13 kół opozycyjnego wobec komunistów PSL, a liczba członków przekraczała 400 osób. Do walki z PSL władze zaprzęgły wszelkie środki: masową propagandę oraz tajne działania policji politycznej.

Mnożyły się prowokacje, aresztowania i pobicia, dezorganizacja, niedopuszczanie do zwoływania zebrań, a także morderstwa. 18 czerwca 1946 r. zamordowany przez UB został sekretarz Zarządu Powiatowego PSL w Radzyniu, zasłużony działacz ludowy z Tłuśćca – Józef Jeleszuk.

Po sfałszowanych wyborach doszły bardziej subtelne działania operacyjne związane z powołaniem całkowicie prokomunistycznego Stronnictwa Ludowego. To ostatnie, oparte na nieznanych nikomu osobach, zwykle traktowanych przez chłopów z niechęcią dawnych robotnikach folwarcznych i biedocie wiejskiej, która skorzystała na parcelacji zawłaszczonej ziemi dworskiej, nie miało jednak szerszego poparcia pomimo wysiłków UB i PPR. Dopiero wzmożenie terroru po wyborach i po ucieczce z kraju zagrożonego aresztowaniem Stanisława Mikołajczyka doprowadziło do rozkładu PSL.

Radzyńska ubecja ściśle współpracowała w tym dziele z miejscowymi strukturami Polskiej Partii Robotniczej i całkowicie już podporządkowanej Polskiej Partii Socjalistycznej. 17 sierpnia 1947 r. odbyło się w Radzyńskim Domu Kultury wspólne zebranie członków PPR i PPS. Język przyjętej wówczas uchwały nie pozostawia już żadnych wątpliwości. Czytamy w uchwale: Obie partie wytężą wszystkie siły do likwidacji resztek zwyrodniałego podziemia i reakcji skupionej wokół PSL. Jednocześnie nasz wysiłek [skoncentruje się na] realizacji sojuszu robotniczo-chłopskiego z wypróbowanym sojusznikiem na wsi – Stronnictwem Ludowym. Braterstwo krwi przypieczętowano postanowieniem, że obie partie zasilą swoimi członkami struktury miejscowego ORMO.

Tak oto rozpoczynał się w Radzyniu sowiecki w formie flirt robotnika i kołchoźnicy. Minie jeszcze kilka lat nim komuniści zastraszą niechętne im miejscowe środowisko nauczycielskie i inteligenckie, wymoszczą wśród niego miejsce dla swych kreatur i do miłosnego trójkąta zaproszą tzw. inteligencję pracującą tworząc dla niej struktury Stronnictwa Demokratycznego. Układ zostanie domknięty i przetrwa formalny koniec systemu.

Kulisy zmiany postawy głównych peeselowców to te same metody, które lepiej znamy z nagłośnionych przypadków łamania charakterów i zmuszania do donosicielstwa i zostawania tajnymi współpracownikami esbecji z lat 70 i 80 XX w.: otoczenie przez donosicieli (4 informatorów i 2 agentów wśród radzyńskich ludowców, w tym jeden w Zarządzie Powiatowym o pseudonimie „Żuk”), preparowanie haków, nękanie pobiciami przez „nieznanych sprawców” (np. w kwietniu 1947 r. aż dwukrotnie pobity został kierownik organizacyjny przy ZP PSL Józef Kurowski), wybijanie szyb w domach członków stronnictwa, aresztowania, zabójstwa, tworzenie atmosfery osaczenia i beznadziei, która złamanego prezesa powiatowego PSL w lecie 1947 r. skłoniła nawet do wysłania do radzyńskiego UB listu. Oświadczał w nim, że rezygnuje ze wszystkiego: ze stanowiska, z członkostwa, byle tylko dano mu już spokój.

Ale nie taka likwidacja ruchu interesowała komunistów. Chcieli czego innego, by znane z opozycji osoby zmieniły front i skanalizowały aktywność działaczy ludowych w kierunku przez siebie pożądanym.

17 listopada 1947 r. z inspiracji radzyńskich władz administracyjnych zorganizowano zebranie powiatowe PSL. Wśród ok. 200 uczestników trudno było nie zauważyć wzmożonej aktywności ubeckiej agentury, która poprzez zastraszenie działaczy ludowych przeforsowała uchwałę potępiającą ucieczkę Mikołajczyka i ogłosiła zwołanie zebrania wyborczego na 20 listopada. Większość członków PSL zignorowała je. Kilkanaście osób (wliczając w to agenturę), które przybyły w wyznaczonym terminie, zmieniło barwy polityczne, przemianowało się na PSL-Lewicę i wybrało władze powiatowe nowej partii. Postarano się przy tym, by głównymi jej twarzami zostali sterroryzowani przez bezpiekę, złamani dawni członkowie PSL: m.in. Stanisław Zaniewicz – jako prezes, Józef Kurowski – sekretarz, Stanisław Mielnicki – skarbnik. De facto oznaczało to koniec partii i wprzęgnięcie jej do systemu komunistycznego. Jednocześnie rozpoczęto „oczyszczanie” administracji terenowej z członków prawdziwego PSL. Społeczna opinia o nowym stronnictwie była jednoznaczna, o czym świadczyła jego ówczesna liczebność – 36 osób w całym powiecie.

27 stycznia 1949 r. nastąpiło odgórne, nie mające żadnego znaczenia politycznego scalenie PSL-Lewicy i SL. Powstało Zjednoczone Stronnictwo Ludowe.

Złamanie kręgosłupa moralnego dawnym działaczom mikołajczykowskiego PSL, którzy za udział w komunistycznej atrapie systemu politycznego zgodzili się na pełnienie fasadowej roli listka figowego dla totalitaryzmu, oznaczało też zaprzeczenie podstawowego celu działalności politycznej, czyli dążenia do osiągnięcia władzy (co było w realiach „dyktatury proletariatu” formalnie niemożliwe). Wypaczyło to całkowicie tych ludzi. Ten niewątpliwy tragizm sytuacji definitywnie oddalił ich od działań na rzecz wspólnoty ku realizacji osobistych profitów opartych na „przymusie współrządzenia” za wszelką cenę. Porzucając drogę Bartosza Głowackiego, ks. Stojałowskiego i Wincentego Witosa, ruszyli w kierunku wytyczonym przez niesławnej pamięci Jakuba Szelę i teoretyka od hebla i topora – Stanisława Wójtowicza.

 

Dariusz Magier

PSW Biała Podlaska

16.12.2014

 
© 2017 win-radzyn.pl | Tworzenie stron internetowych