Czytelnia
Rozważania nad rotą przysięgi Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość

2 września 1945 r. grupa oficerów na czele z płk. Janem Rzepeckim powołała Zrzeszenie Wolność i Niezawisłość, która miała być kontynuatorką oficjalnie rozwiązanej i w dużej mierze już zdekonspirowanej Armii Krajowej. W zamysłach organizatorów nowa formacja o pełnej nazwie Ruch Oporu bez Wojny i Dywersji „Wolność i Niezawisłość”, miała być organizacją obywatelską, mieszanką polityki i wojska. Zrezygnowano ze stopni wojskowych, a pełniący funkcje kierownicze mieli być wybierani.

 

Po zakończeniu wojny, w obliczu obecności komunistów w Polsce i ich politycznych działań, nowa organizacja chciała włączyć się w kształtowanie nowego ustroju politycznego i przenieść do niego dziedzictwo i dorobek ideowy Podziemnego Państwa Polskiego. 15 września 1945 r. WiN ogłosił Deklarację ideową zatytułowaną „O wolność Obywatela i Niezawisłość Państwa”. W deklaracji dominowały treści związane z zapowiedzianymi wyborami do Parlamentu. Środowiskom patriotycznym i antykomunistycznym zależało, by w Polsce zostały przeprowadzone wolne wybory, w wyniku których wprowadzony by został ustój demokratyczny, a wraz z nim równe prawa dla obywateli, wolność słowa, wolność prasy, wolność przekonań politycznych, wolność zrzeszania się czy wolność religijna. Kierownictwo organizacji, pomimo tego, że zauważało bezkarność nowej władzy i bierność organów sprawiedliwości, to jednak, na tym etapie, podkreślało konieczność utrzymania dobrych stosunków politycznych i gospodarczych z ZSRR, ale w ramach polityki zagranicznej.

 

Wielu żołnierzy Podziemnego Państwa Polskiego, ufając obietnicom nowej władzy zachęcającej do normalizacji życia,  skorzystało z amnestii ogłoszonej 2 sierpnia 1945 r. przez Tymczasowy Rząd Jedności Narodowej. Chwilowe i pozorne złagodzenie terroru miało zachęcić do wychodzenia z konspiracji w celu zdobycia danych o „zaplutych karłach reakcji”. Amnestia ta stała się perfidną pułapką dla prawie 45 tys. członków podziemia. Już od października 1945 r. aparat bezpieczeństwa porzucił łagodniejsze metody wobec ujawnionych, dając im „wybór” między czystym sumieniem a zdradą Ojczyzny, czyli tak naprawdę wybór między współpracą z nową władzą, możliwością aresztowania i tortur lub powrotem do konspiracji. I tu zaczyna się, rzec można, historia Żołnierzy Wyklętych. Oni, podejmując desperacką walkę,  wciąż mieli nadzieję, że nowa konspiracja potrwa do nowych wyborów, które wyłonią niezawisły polski rząd. Część z nich nawet nie wiedziała, że wracając do lasu już walczą w szeregach nowej formacji Wolność i Niezawisłość. Oni nadal byli żołnierzami Armii Krajowej, którzy już raz złożyli przysięgę i byli jej nadal wierni.  Przysięga, którą złożyli, a z której zostali zwolnieni 19 stycznia 1945 r. przez Naczelnego Wodza gen. Leopolda Okulickiego brzmiała:

 

 „W obliczu Boga Wszechmogącego i Najświętszej Maryi Panny, Królowej Korony Polskiej kładę swe ręce na ten Święty Krzyż, znak Męki i Zbawienia, i przysięgam być wiernym Ojczyźnie mej, Rzeczypospolitej Polskiej, stać nieugięcie na straży Jej honoru i o wyzwolenie Jej z niewoli walczyć ze wszystkich sił – aż do ofiary życia mego.

Prezydentowi Rzeczypospolitej Polskiej i rozkazom Naczelnego Wodza oraz wyznaczonemu przezeń Dowódcy Armii Krajowej będę bezwzględnie posłuszny, a tajemnicy niezłomnie dochowam, cokolwiek by mnie spotkać miało. Tak mi dopomóż Bóg.”

 

Jednak ci, którzy świadomie wstępowali do WiNu składali nową przysięgę. Dla żołnierzy obwodu Radzyń Podlaski w 1946 r. brzmiała ona następująco:

 

„Przysięgam Panu Bogu Wszechmogącemu i Wszechwiedzącemu, że jako żołnierz Polski Podziemnej stać będę na straży praworządności Rzeczypospolitej Polskiej. Honoru, munduru żołnierza polskiego i sztandarów polskich bronił będę do ostatniej kropli krwi.

Rozkazy przełożonych będę wykonywał chętnie, gorliwie i dokładnie, choćby przyszło mi za sprawę oddać życie.  Tajemnicy wojskowej i organizacyjnej dotrzymam.

Tak mi dopomóż Bóg i Jego Święta Męka. Amen.”

 

Żołnierze, którzy złożyli przysięgę i szli walczyć z nowym sowieckim okupantem, szli do walki po to by zwyciężyć lub zginąć ku chwale Ojczyzny. Jako prawdziwi patrioci nie mieli dylematów moralnych, a ich dewizą były trzy hasła BÓG – HONOR – OJCZYZNA. Świadomie składali ofiarę z siebie, swoich rodzin, własnej czci, dobrego imienia, własnej godności, własnego życia, wierząc, że ta ofiara nie pójdzie na marne i przyniesie, wcześniej czy później, owoce w postaci NIEPODLEGŁOŚĆI. Wśród nich śmiało mogli się znaleźć również ci, dla których zawołanie brzmiało krócej, tak jak dla kadetów w czasach stanisławowskich -  „Honor i Ojczyzna”. Znaczy ono tyle samo, ponieważ odzwierciedla istotę etyki żołnierskiej, że Ojczyźnie można służyć tylko dlatego, że tak nakazuje honor.

 

Dzisiejsze dyskusje medialne na temat sensu tej walki, z góry skazanej wówczas na klęskę, przynoszą dwojakie postawy. Dla jednych Żołnierze Wyklęci to wzór patriotyzmu i męstwa dla innych zwykli bandyci walczący z legalną władzą.

 

Jednak każdy, kto rozumie ideę samej przysięgi oraz słowa Bóg – Honor – Ojczyzna, żadnych dylematów nie ma! Dla człowieka wierzącego w Boga i człowieka honoru dochowanie przysięgi złożonej na Krzyż i Mękę Pańską jest do dzisiejszego dnia czymś wręcz świętym. Taki człowiek wie, że po jego śmierci zostaje nie tylko nagroda życia wiecznego, ale tu na ziemi - pamięć ludzka. Ta pamięć trwa, a jedynie okoliczności polityczne weryfikują, czy ta pamięć jest dobra czy zła. Jednak zasada jest prosta – dobre życie przyniesie dobre owoce.

 

Czy zastanawialiśmy się nad kolejnością słów w tym naszym historycznym  zawołaniu żołnierskim Bóg – Honor – Ojczyzna?

 

Być może to wpływ św. Augustyna, który już na przełomie IV i V w. powiedział, że „Gdzie jest Bóg na pierwszym miejscu, tam wszystko jest na swoim miejscu”.  To stwierdzenie znajduje i dzisiaj wielu zwolenników.

Pojęcie „honoru” dzisiaj może być traktowane jako trochę przestarzałe, ale nadal jest ważne. W starożytności oznaczało uczciwość. Dzisiaj ma znacznie dużo szersze i oznacza: godność, cześć, dobre imię, poważanie czy szacunek. Honor jest dobrem duchowym związanym z godnością człowieka, ale nie można go utożsamiać z godnością osoby ludzkiej, tylko z godnością osobistą, wypracowaną przez cnoty, a szczególnie przez wielkoduszność. To wielkoduszność jako cnota pozwala honor  zdobyć i ciągle go rozwijać. Poczucie godności nie wystarcza do tego, by być człowiekiem honoru, tak jak nie wystarczy wiedzieć, że ma się rozum, żeby być mądrym. Honor stanowi więc duchową i moralną wielkość, jaka wyróżnia ludzi odznaczających się cnotami i dlatego godnych czci. Honoru nie można jedynie zadeklarować, należy udowodnić, że go się ma. Naruszenie zasad honoru przez siebie jest nazywane „hańbą” i wymaga osobistej reakcji. Naruszenie zasad honoru ze strony innych wymaga zemsty za wyrządzone krzywdy, natomiast naruszenie godności osobistej już nie. Godność osobistą można utracić w trudnych warunkach, ale te same warunki poczucie honoru mogą wzmocnić. To dzięki istnieniu poczucia honoru możemy mówić o dumie narodowej.

 

I wreszcie Ojczyzna, czyli przedmiot naszego patriotyzmu. Ojczyzna to zarówno kraj, cały naród, państwo, nasza historia i kultura razem wzięte. To wszystko łączy patriotyzm, a wychowanie w tym klimacie i duchu, a szczególnie w kulturze,  sprawia, że Ojczyzna staje się podobna do ojca i matki, a często jest wręcz nazywana Matką. Miłość do ojczyzny ma prymat nad innymi miłościami, np. do jakiejś wspólnoty czy nawet małej Ojczyzny, dlatego zerwanie z Ojczyzną jest traktowane jako grzech lub odstępstwo i istnieje przekonanie, że renegatów i zdrajców należy karać.

Przy takim pojmowaniu patriotyzmu i honoru bardzo łatwo rozróżnimy prawdziwych Żołnierzy Wyklętych od ich fałszywych naśladowców i tylko im będziemy oddawać część.

 

Stefan Korboński w książce „W imieniu Kremla” napisał: „Po niezliczonych polskich lasach błąkają się niedobitki zbrojnych oddziałów, z orłami na czapkach, z ryngrafami na piersiach, nie pogodzone z przegraną, walczące z zaciśniętymi zębami o głodzie i chłodzie, już tylko dla honoru, dla protestu, bez nadziei na zwycięstwo, same i opuszczone". 

 

A płk Łukasz Ciepliński z celi śmierci pisał do malutkiego synka testament: „[…] ażebyś był mężnym i słowo dane wobec Boga, Ojczyzny i własnego ducha przedkładał nad życie. Abyś był szlachetny i miał zawsze czyste serce. […] Bądź katolikiem, to znaczy pragnij poznać Wolę Bożą, przyjmij ją za swoją i realizuj w życiu. […] Bądź Polakiem, to znaczy całe zdolności zużyj dla dobra Polski i wszystkich Polaków.”

 

Cześć i Chwała Bohaterom!

 

Referat wygłoszony podczas uroczystości z okazji

70 rocznicy powstania Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość

w Radzyniu Podlaskim w dniu 6.09.2015 r.

 

 

 
© 2017 win-radzyn.pl | Tworzenie stron internetowych