Czytelnia
Jan Grudziński "Płomień" (1914-1948)

Jan Grudziński przyszedł na świat 23 grudnia 1914 roku w rodzinie Stanisława i Bronisławy Grudzińskich z przysiółka Rudnik nieopodal Kąkolewnicy. Ten tragiczny okres początków I wojny światowej stał się zapowiedzią burzliwej biografii jednego z najbardziej nieprzejednanych i niezłomnych żołnierzy, którym przyszło mierzyć się z okupantem niemieckim, sowieckim i uległym mu aparatem represji komunistycznej dyktatury.

 

Niewiele zachowało się wzmianek dotyczących dzieciństwa i młodzieńczych lat późniejszego dowódcy IV Regionu w Obwodzie WiN Radzyń Podlaski. Razem ze starszym bratem Władysławem i siostrą Józefą wychowywał się w typowej polskiej rodzinie chłopskiej, ukończył szkołę powszechną i po kilku latach odbył służbę wojskową w Brześciu, najprawdopodobniej w 9 batalionie saperów 35 pułku piechoty. To przygotowanie saperskie oraz ukształtowana ideowa postawa znacząco wpłynęły na jego życiowe decyzje. Tuż przed wybuchem wojny powrócił do Kąkolewnicy po to tylko, by za chwilę ponownie stanąć w szeregi Wojska Polskiego broniącego kraju przed niemiecko-sowiecką agresją. Po kampanii wrześniowej udało mu się uniknąć niewoli i osiąść w rodzinnym Rudniku, gdzie przejął obowiązki po swoim bracie Władysławie, który poległ najprawdopodobniej podczas obrony Twierdzy Brzeskiej. Zgrupowanie Brześć liczące niewiele ponad dwa tysiące ludzi po bohaterskiej bitwie stoczonej w dniach 14-17 września poniosło druzgocące straty, łącznie około tysiąca żołnierzy atakowanych przez XIX korpus pancerny Heinza Guderiana i wydzielone specjalnie do tego zadania jednostki Luftwaffe.

 

Poczucie klęski i śmierć brata nie mogły pozostać bez wpływu na potrzebę kontynuowania walki. Brak jest konkretnych źródeł wskazujących moment zaangażowania się Jana Grudzińskiego w działalność konspiracyjną, choć z dużym prawdopodobieństwem można wskazać na rok 1941, kiedy to otrzymał z niemieckiego Urzędu Pracy, tzw. Arbeitsamtu, imienny nakaz zgłoszenia się do punktów zbiorczych wysyłających Polaków na przymusowe roboty do Niemiec. W tym czasie Grudziński zdążył się już ożenić i zamieszkać w Berezie pod Międzyrzecem. Wyjazd na roboty oznaczałby pozostawienie rodziny, dlatego zapada decyzja o ukrywaniu się. W podobnej sytuacji znalazło się wielu młodych ludzi z najbliższego sąsiedztwa. Silna osobowość, nieprzejednana postawa i przygotowanie wojskowe czynią z Jana Grudzińskiego naturalnego lidera. Zaczyna tworzyć się siatka konspiracyjna i wczesne struktury działalności podziemnej. Przez pierwsze dwa lata okupacji brakuje jednolitej organizacji skupiającej wszystkie środowiska, które spontanicznie tworzą wiele lokalnych form niezależnie od siebie. Dopiero utworzenie ZWZ-AK w lutym 1942 roku wyznacza nową jakość organizacyjną podporządkowaną Komendzie Głównej. Powstaje Obwód radzyński lubelskiego Okręgu Armii Krajowej. IV rejon obejmuje Kąkolewnicę i okoliczne wsie, kształtuje się w ten sposób zakres funkcjonowania konspiracyjnego oddziału Jana Grudzińskiego. Prowadzona w tym czasie działalność w dużej mierze skupia się na likwidacji gestapowskich informatorów, band rabunkowych, folksdeutschów, budowaniu siatki wywiadowczej, organizowaniu sabotażu, akcji nasłuchowej i informacyjnej, głównie poprzez kolportaż prasy podziemnej. W tym czasie Jan Grudziński sygnuje ulotki pseudonimem „Parol”. Społeczeństwo udziela żołnierzom silnego wsparcia. Baza konspiracyjnych lokali rozbudowuje się. Pomimo działania na stosunkowo niewielkim terenie pluton Jana Grudzińskiego pozostaje nieuchwytny dla okupanta. Giną kolejni zdrajcy i donosiciele, w społeczeństwie narasta przekonanie, że instytucje polskiego państwa podziemnego stanowią najważniejszy walor porządkujący życie społeczne, poza kontrolą władz okupacyjnych. Anarchia i samowola rabusiów, złodziei i innych mętów społecznych, funkcjonujących za przyzwoleniem lub poza niemiecką jurysdykcją, ustępują miejsca przekonaniu o nieuchronności kary za swe postępowanie, wymierzonej przez sądownictwo konspiracyjne.

 

Wraz ze zbliżaniem się sowietów, nasiliła się działalność dywersyjna, w odwecie Niemcy rozbudowują aparat terroru oraz zakres akcji pacyfikacyjnych. W tym okresie Jan Grudziński po raz kolejny doświadczył szczególnej w swym wymiarze tragedii. Podczas jednej z gestapowskich akcji, wymierzonych w zaplecze licznie już działających w obszarze lasów turowskich i kąkolewnickich oddziałów partyzanckich, zamordowano w bestialski sposób siostrę Jana, Józefę. Schorowana i częściowo sparaliżowana kobieta została przez Niemców i towarzyszących im własowców, bądź ukraińskich żandarmów, wrzucona żywcem do płonącego domu. Właśnie to zdarzenie stanowiło klucz dla przyjęcia pseudonimu „Płomień”.

 

W styczniu i lutym roku 1944 rozpoczynają się przygotowania do Akcji „Burza”. Na terenach Lubelskiego i na Podlasiu Armia Krajowa zmobilizowała trzy dywizje, w tym 9 Podlaską Dywizję Piechoty Armii Krajowej pod komendą gen. Ludwika Bittnera „Halki”. Trzon jednostki miały stanowić 34 i 35 pułk piechoty działające w obszarze Biała Podlaska – Radzyń – Łuków. W strukturach dowodzonego przez majora Konstantego Witkowskiego „Mullera” OP-35 znalazł się pluton sierżanta Jana Grudzińskiego. Jego bezpośrednim przełożonym był Wacław Sierpiński „Grek”, późniejszy komendant IV Rejonu. Jednostki te skutecznie dezorganizowały oddziały tyłowe Wehrmachtu paraliżując transport i komunikację. W odwecie Niemcy przeprowadzili dwie zakrojone na dużą skalę obławy w lasach kąkolewnickich stanowiących bazę oddziałów partyzanckich OP-35. Zarządzona przez majora Witkowskiego koncentracja objęła z pewnością pluton „Płomienia”. Mimo znaczących sił złożonych z jednostek Schutzpolizei i żandarmerii nie udało się okupantowi osłabić zgrupowania, które z niewielką pomocą sowietów zdobędzie w lipcu Radzyń.

 

Wydawałoby się, że najtrudniejszy okres w życiu Jana Grudzińskiego dobiegł końca, i pomimo tragicznej śmierci rodzeństwa, będzie wreszcie mógł cieszyć się rodzinnym życiem z żoną i synem. Tak się jednak nie stało, bo los pisał już inny scenariusz. W początkach sierpnia sowieci aresztowali dowództwo OP-35 a oficerowie oddziałów, które nie zostały zinfiltrowane podjęli decyzję o pozostaniu w ukryciu. Tak też uczynił Jan Grudziński i jego pluton. Zewsząd docierały informacje o sowieckiej zdradzie, o aresztowaniu ujawniających się żołnierzy i zsyłkach do Rosji, o masowym wcielaniu do LWP czy też uniemożliwianiu marszu jednostek chcących wesprzeć walczącą Warszawę. Nikt nie miał już złudzeń, że wejście sowietów to nie wyzwolenie, lecz zmiana okupanta. „Płomień” znalazł się w szczególnie trudnym położeniu, bowiem w jego rodzinnej Kąkolewnicy stacjonowały jednostki sztabowe nowotworzonej 2 Armii LWP i towarzyszące im formacje NKWD. W krótkim czasie ponurą sławą okryło się uroczysko Baran. Ludzie zaczęli znikać, a formy jakiejkolwiek działalności konspiracyjnej byłyby działaniem samobójczym. Struktury dowodzenia zostały rozbite, a kanały informacyjne zerwane. Należało na nowo odtworzyć siatkę konspiracyjną jednak Komenda Główna podejmuje decyzję o rozwiązaniu Armii Krajowej. Styczniowa ofensywa roku 1945 stworzyła warunki do dalszej działalności, bowiem jednostki frontowe przesunęły się za Wisłę. Żołnierze AK, którzy uniknęli aresztowania organizują się na nowo pod komendą por. Leona Sołtysiaka „Jamesa”, który przyjął nowy pseudonim „Grom”. Pomimo powstania nowych struktur konspiracyjnych oraz wymogów bezpieczeństwa, „Płomień” nie zdecydował się na zmianę pseudonimu, co może potwierdzać tezę o szczególnie emocjonalnym stosunku do wydarzeń związanych ze śmiercią siostry.

 

Przez okres kilku miesięcy dawni akowcy działali w ramach Ruchu Oporu Armii Krajowej (ROAK) następnie Delegatury Sił Zbrojnych (DSZ), by we wrześniu 1945 roku podporządkować się pierwszej komendzie Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość. Jan Grudziński również przyjął zwierzchność komendy Obwodu WiN Radzyń Podlaski. W tym czasie komuniści organizowali aparat represji i własną administrację. Do Milicji Obywatelskiej i Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego trafiali bezideowi przedstawiciele marginesu społecznego. Wielu bezrolnych chłopów, mamionych obietnicą reformy agrarnej, widziało szansę na poprawę swego bytu w oddaniu się na służbę nowej władzy. Niewykształceni, żyjący w skrajnej biedzie fornale, nagle stawali się panami życia i śmierci, dysponentami majątku, funkcjonariuszami bezpieki, siewcami chaosu i bezprawia w imię realizacji własnych najniższych instynktów. Zmęczone wojną społeczeństwo coraz bardziej kwestionowało celowość dalszej walki, choć poziom mobilizacji był bardzo znaczący. Znalazło to wyraz w wynikach referendum z 30 czerwca 1946 roku, kiedy to społeczeństwo powiatu radzyńskiego zanegowało pomysły komunistów. Całkowita liczba głosów na „nie” kształtowała się na poziomie 83-92 %. Komuniści otrzymali jasne przesłanie. Nie udałoby się zachować takiej postawy społecznej bez poczucia oparcia, jakie dawały oddziały II konspiracji. Komunistyczne grupy agitacyjne nie mogły bezkarnie uprawiać przedwyborczej propagandy. Osoby angażujące się w tego typu działania musiały liczyć się z konsekwencjami. Jan Grudziński karał za przynależność do PPR oraz przejawy współpracy z bezpieką. W aktach IPN zachowały się raporty do dowództwa z przeprowadzonych akcji dyscyplinujących, polegających najczęściej na publicznym upomnieniu, bądź chłoście. Zazwyczaj były to razy wymierzane w nagi rewers, które bardziej uchybiały godności danej osoby niźli jej zdrowiu. Kontrwywiad WiN dysponował siecią wywiadowczą nawet w strukturach PUBP, dlatego miał dobre rozpoznanie w skali i charakterze współpracy, jaką podejmowali z komunistami mieszkańcy powiatu radzyńskiego. Na tej podstawie można stwierdzić, że prowadzone akcje odwetowe miały pełne uzasadnienie. Ludzie ukarani przez „Płomienia” mieli potem wszelkie powody, by budować jego czarną legendę i powtarzać ubeckie kalumnie, nazywając go bandytą. W oczach swych przełożonych był wyróżniającym się żołnierzem. Na wniosek komendanta obwodu Leona Sołtysiaka „Groma” został odznaczony Srebrnym Krzyżem Zasługi z Mieczami i z dniem 8 listopada 1946 awansowany do stopnia sierżanta ze starszeństwem.

 

Resort bezpieczeństwa wyciągnął wnioski z referendalnej porażki. Przygotowując się do wyborów z roku 1947, powiat podzielono na 20 obwodów wyborczych, z których 11 scharakteryzowano, jako silnie zagrożonych, a jedynie dwa, jako spokojne. Konkludując, komuniści uznali, że jedynie w dwóch komisjach można będzie bezpiecznie dokonać wyborczych fałszerstw, nie narażając się na reakcję podziemia niepodległościowego. W teren ruszyły niezliczone szeregi ubeków, milicjantów, żołnierzy LWP i KBW, szpicli i członków PPR, tzw. Grupy Ochronno-Propagandowe. Aparat represji zaczynał odnosić sukcesy. Dla porównania, obsada Urzędów Bezpieczeństwa w samym województwie lubelskim w drugiej połowie 1946 roku sięgała niemal dwóch tysięcy ludzi, podczas gdy ogół funkcjonariuszy GESTAPO w całym Generalnym Gubernatorstwie nigdy nie zbliżył się do takiego stanu osobowego.

Kluczowym wyzwaniem dla podziemia w końcu roku 1946 było zamanifestowanie trwania w oporze tuż przed zaplanowanymi na styczeń wyborami. Komenda obwodu podejmuje decyzję o uderzeniu na Radzyń w noc sylwestrową. Miał to być jasny sygnał dla społeczeństwa, że istnieje ciągłość legalnej władzy w postaci silnych oddziałów partyzanckich, i że komuniści w trzecim roku okupacji nie są w stanie złamać ducha oporu. W akcji tej bierze udział około 300 ludzi z połączonych oddziałów WiN Obwodu Radzyń i Leona Taraszkiewicza „Jastrzębia” z Włodawskiego. Oddział „Płomienia” razem z podkomendnymi por. Jerzego Skolińca „Kruka” atakował budynek szkoły obsadzony przez dwa plutony Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Po akcji oba oddziały wycofały się, a następnie udały na miejsce kwaterunku.

 

Kolejne wyborcze fałszerstwo i ucieczka Stanisława Mikołajczyka znacząco wpłynęło na spadek morale, dlatego wielu żołnierzy, pomimo przestróg decydowało się ujawnić w ramach ogłoszonej w lutym 1947 roku amnestii. W poczuciu obowiązku za dalszy los swych podkomendnych, i w nadziei na normalne życie, Jan Grudziński postanowił ujawnić się wraz z całym oddziałem, podobnie postąpiło większość żołnierzy Stanisława Miszczuka „Kłosa”. Instynkt tym razem zawiódł „Płomienia”, po kilku tygodniach zaczęły się aresztowania. Zamordowanie księdza Lucjana Niedzielaka przez ubeckich siepaczy, potwierdzało tylko, że nowa władza nie wybaczała. Litości dla mordercy nie mieli też żołnierze z IV rejonu, którzy wykonali wyrok na sprawcy mordu na bohaterskim księdzu.

 

Po raz kolejny las stawał się domem. Sierżant Jan Grudziński i grupa żołnierzy, którym udało się uniknąć schwytania zostali zmuszeni do walki. W ubeckich kazamatach łamano ludzkie charaktery, aresztowani po ujawnieniu i bestialsko maltretowani żołnierze, zaczynali „sypać” bądź decydowali się na współpracę z oprawcami. „Płomień” pozostawał jednak nieuchwytny, aż do lipca 1947 roku.

 

Okoliczności aresztowania Jana Grudzińskiego do dziś pozostają niejasne. Istnieją przesłanki by przyjąć tezę, że padł on ofiarą zdrady jednego z podkomendnych. Rodzina zachowała relację przekazaną przez samego zainteresowanego. „Płomień” opowiadał, że został uderzony przez jednego z członków jego oddziału w głowę i porzucony. Kiedy odzyskał przytomność, dotarł do jednego z konspiracyjnych lokali, jego stan pogarszał się z uwagi na brak interwencji chirurgicznej. Podczas przenosin do innej miejscowości okazało się, że jednym z eskortujących był sprawca. Dzień później na miejscu pobytu pojawili się ubecy. Zastanawiające były dalsze losy osoby wskazanej przez Jana Grudzińskiego, która z nieznanych powodów uniknęła aresztowania, a nawet pełniła w przyszłości funkcję komendanta OSP. Gdyby w służbie pozostawali nieżyjący już najbliżsi podkomendni Jana Grudzińskiego – Kazimierz Osak „Jur” i Aleksander Woch „Biały”, scenariusz dramatycznych zdarzeń zapewne przebiegałby inaczej.

 

Wiele niejasności pojawia się też w dokumentach UB, bowiem miejscem aresztowania miał być rodzinny dom w Berezie, w rzeczywistości według relacji zebranych przez rodzinę, „Płomienia” zabrano z Wygnanki (gospodarstwo niejakiego Siłucha) i przewieziono do radzyńskiego szpitala, gdzie przeprowadzono zabieg trepanacji czaszki. Stamtąd trafił do aresztu. Świadectwem brutalnego śledztwa, jakiemu poddano osadzonego w radzyńskim areszcie PUBP Grudzińskiego, są protokoły zeznań. Zazwyczaj wycyzelowany, typowy przedwojenny podpis, pełen zdobień i zawijasów zamieniał się w stawiane niepewną ręką pokraczne litery. Można tylko wyobrazić sobie, co działo się w piwnicach przy Warszawskiej. Sam Jan Grudziński podczas widzeń z żoną opowiadał, że więzienie na Zamku Lubelskim nie mogło równać się z zwyrodniałym bestialstwem w radzyńskim areszcie. W aktach figurują podpisy niesławnych oficerów UB Kazimierza Mierzwińskiego i Jana Kozłowskiego.

 

Jednym z głównych zarzutów postawionych „Płomieniowi” był udział w zamordowaniu pięciu funkcjonariuszy PUPB i MO z Radzynia, schwytanych w kwietniu 1946 r. na szosie międzyrzeckiej. Faktem jest, że wziętych do niewoli ubeków przekazano do komendy Obwodu, ale sprawstwem ich śmierci obciążono sierżanta Grudzińskiego. Łącznie postawiono mu kilkanaście zarzutów. Co ciekawe w zeznaniach świadków pojawiają się sformułowania: „Słyszałem, że zabił go Grudziński Jan, który jest hersztem bandy rabunkowo-terrorystycznej i postrachem ludności w naszej okolicy”, lub „Po amnestii słyszałam jak ludzie mówią, że sprawcą […] był Grudziński”. W dzisiejszych standardach prawnych taki proces opierając się jedynie na poszlakach, nie mógłby zakończyć się wyrokiem skazującym. Tak jednak się stało.

 

30 marca 1948 r. Wojskowy Sąd Rejonowy w Lublinie pod przewodnictwem sędziego Witolda Smoczyka (późniejszego adwokata w Radzyniu) wydał wyrok skazujący. Egzekucja przez rozstrzelanie miała miejsce w dniu 7 czerwca 1948 roku na Zamku w Lublinie. Odmówiono rodzinie wydania zwłok i po dziś dzień spoczywają w bezimiennej mogile, tak jak wielu bohaterów II konspiracji, najprawdopodobniej na cmentarzu przy ulicy Unickiej. Jan Grudziński przed śmiercią wyznał „Zginę zdeptany i opluty, ale przyjdą takie czasy, że postawią nam pomniki”. 

 

 

Grzegorz Karpiński

1.03.2015

 

 

 
© 2017 win-radzyn.pl | Tworzenie stron internetowych